Cześć, Piotr Kowalski znowu przy klawiaturze. Po moim pierwszym wpisie o drodze w branży dostałem kilka wiadomości – dzięki! Dziś biorę na warsztat ładowarki teleskopowe. Pracowałem na nich sporo, od Manitou po JCB i Merlo, na budowach w Polsce i za granicą. To świetny sprzęt, ale jak każdy – nie wybacza błędów.
Ładowarki teleskopowe to uniwersalne maszyny – podnoszą, ładują, sięgają wysoko. Ale właśnie ta wszechstronność sprawia, że operatorzy popełniają klasyczne gafy. Widziałem ich mnóstwo, niektóre kosztowały tysiące na naprawach, inne… lepiej nie wspominać. Oto najczęstsze błędy i jak ich unikać – prosto z praktyki.
1. Przeładowanie wysięgnika – klasyk, który kończy się wywrotką
Największy grzech: ignorowanie tabeli udźwigów. Producent podaje dokładne limity w zależności od wysunięcia teleskopu i kąta. Wielu operatorów myśli „jakoś uniesie” i ładuje więcej.
Skutki: Maszyna traci stabilność, może się wywrócić. Widziałem przypadek, gdzie ładowarka teleskopowa przewróciła się na bok z paletą cegieł – operator wyszedł cało, ale sprzęt do kasacji.
Jak unikać: Zawsze sprawdzaj diagram udźwigowy w kabinie. Używaj systemu stabilności (jeśli maszyna ma). Lepiej zrobić dwa kursy niż ryzykować.
2. Praca na nierównym lub miękkim gruncie bez podpór
Ładowarki teleskopowe mają podpory (outtriggery), ale nie każdy je rozkłada. Albo pracuje na błocie/glinie bez oceny podłoża.
Skutki: Zapadanie się kół, przechylenie, a w najgorszym – przewrócenie.
Jak unikać: Przed pracą oceń grunt. Na miękkim zawsze rozkładaj podpory na pełne płyty. W razie wątpliwości – podłóż maty lub deski. Bezpieczeństwo najpierw.
3. Zbyt szybkie manewry z ładunkiem na wysięgniku
Pędzenie z wysuniętym teleskopem i ładunkiem – zwłaszcza przy skrętach czy jeździe po nierównościach.
Skutki: Wahania ładunku, utrata kontroli, uszkodzenie hydrauliki od przeciążeń.
Jak unikać: Z ładunkiem na wysokość – powoli i płynnie. Jazda tylko z opuszczonym wysięgnikiem. Pamiętaj o bezwładności – na 8-10 metrach to już spore siły.
4. Zaniedbanie codziennej konserwacji i kontroli
Nie sprawdzanie poziomu olejów, filtrów, ciśnienia w oponach czy luzów w teleskopie.
Skutki: Szybkie zużycie, awarie w terenie (np. pękający wąż hydrauliczny), droższe remonty.
Jak unikać: Codzienny przegląd przed startem – 10 minut oszczędza tysiące. Sprawdzaj smarowanie punktów teleskopu, czystość filtrów. Ja przy swojej mini-koparce robię to automatycznie – nawyk z dużych maszyn.
5. Praca bez odpowiedniego osprzętu lub z zużytym
Używanie wideł do czegoś, do czego nie są przeznaczone, albo z widłami z wygiętymi zębami.
Skutki: Spadający ładunek, uszkodzenie maszyny lub towaru.
Jak unikać: Dobierz osprzęt do zadania (łyżka, chwytak, kosz osobowy – wszystko z atestem). Regularnie kontroluj zużycie. Lepiej kupić dobry osprzęt niż płacić za szkody.
6. Ignorowanie sygnałów z systemów bezpieczeństwa
Nowoczesne ładowarki mają czujniki przeciążenia, kamery, alarmy. Wielu operatorów wyłącza je „bo przeszkadzają”.
Skutki: Brak ostrzeżenia przed krytycznym momentem – wypadek murowany.
Jak unikać: Nigdy nie wyłączaj systemów. To one ratują życie i sprzęt.
Podsumowanie – bezpieczeństwo i oszczędności idą w parze
Te błędy powtarzają się najczęściej, zwłaszcza u mniej doświadczonych operatorów. Ja też niektóre popełniałem na początku – uczyłem się drogiego. Dziś wiem, że dobra eksploatacja ładowarki teleskopowej to nie tylko szybsza praca, ale mniej awarii i niższe koszty.
Jeśli masz swoją historię z ładowarką teleskopową – pisz w komentarzu! Chętnie podyskutujemy. W następnym wpisie wezmę serwis maszyn – co robić samemu, a co zostawić specowi.
Do zobaczenia na budowie!
Piotr Kowalski
Doświadczony operator maszyn budowlanych
Mam na imię Piotr i od ponad 22 lat siedzę za sterami maszyn budowlanych. Uprawnienia mam na praktycznie wszystko – koparki jednonaczyniowe, ładowarki, koparko-ładowarki, dźwigi, podnośniki koszowe… lista długa. Pracowałem przy budowach dróg, osiedli mieszkaniowych, hal przemysłowych – zarówno w Polsce, jak i na kilku większych projektach w krajach UE.
Z branżą związany jestem od czasów, kiedy jeszcze trzeba było ręcznie liczyć obroty silnika, a nie wszystko robiła elektronika 😉 Przeszedłem przez maszyny stare i nowe, markowe i te „z charakterem”, więc wiem, co naprawdę sprawdza się w praktyce, a co tylko ładnie wygląda na folderze producenta.
Od kilku lat moją dużą pasją stało się dzielenie się tą wiedzą. Lubię, jak ktoś dzięki moim poradom uniknie kosztownego błędu przy wyborze sprzętu, lepiej zadba o konserwację albo po prostu bezpieczniej popracuje na budowie. Wolny czas spędzam najczęściej w garażu przy własnej mini-koparce albo na rybach – tam też człowiek odpocznie i pomyśli o życiu.
Na tym blogu piszę prosto z mostu – bez ściemy i marketingowego bełkotu. Jeśli masz pytanie o maszyny budowlane – pisz śmiało, postaram się pomóc!